Wróciłam

Każdego dnia staję przy otwartym oknie i czekam.
Chłód wchodzi niepewnie i miękko jak kot.
Burczy ekspres. Zapalam papierosa. Liczę cuda.
Przedwczoraj sikorka siedząca naprzeciwko mnie, wczoraj wirujące lipowe noski, sfruwające prosto z nieba.
Dziś zachwycające kłęby dymu, strużką wsączające się w błękit.
Koniec spektaklu.