Dzień ósmy

Zapamiętałam fragment snu. Wolałabym nie pamiętać, ale patrzę na to optymistycznie. Zapamiętałam, czyli odpoczywam. Nie wpadam w czarną otchłań tylko jestem gdzieś. W czasie, przestrzeni, w myślach, w obrazach.
Chodzę do pracy i pracuje mi się rewelacyjnie. Jestem spokojna i skupiona. Dzieciaki przytulają się do mnie nie wiedząc, że ratują mi tym życie. Uśmiecham się do nich z prawdziwą wdzięcznością.
Potem w tramwaju drętwieję. Wchodzę po schodach i jestem w domu. Rozpierdol w pokoju. Lodówka, w której psuje się nietknięte jedzenie. Karmię i poję koty, zmieniam żwir. Zamiatanie wyczerpuje limit moich możliwości fizycznych na ten dzień. Odpływam czekając na następny dzień. Życie się wymyka.