Droga

Postawiłam wszystko na szali tej chwiejnej wagi. Gdzieś we mnie, w środku, ktoś chce pójść tą drogą. Chce bardzo.
A wiadomo, że jak czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można. Tam, daleko, On przygotowuje się jak do podróży na Księżyc. Kupuje i pierze nowe ciuchy, starannie wybiera przedmioty zanim włoży do walizki. Przypomina mi to trochę mój wyjazd do UK. Życie w jednej walizce. Cały bagaż. I obok, w rozgardiaszu, bagaż, który zostaje...
Wiem, że jest roztrzęsiony, że najmniejsza rzecz może sprawić, że opuści go odwaga. Zaciskam oczy i kciuki. Koncentruję myśli na wspieraniu. Zupełnie nie myślę o tym, jak to będzie wyglądało w codziennych rytuałach. Po prostu wierzę. Wtulam się w niego mocno na dworcu autobusowym. Brakujący element krajobrazu przestaje niepokoić. Świat wygładza się z każdym krokiem do domu.